Blog > Komentarze do wpisu
mentor 20

Długi popijał herbatę ze swojego ulubionego kubka.

- Dlaczego ludzie zabili Sokratesa?

Martyna miała już za sobą lekturę tej jego broszurki, ale rozmowy na żywo to była zupełnie inna jakość. Bardzo się starała, żeby podtrzymać takie dialogi.

- Zagrażał im?

- Jak?

- No podważał to co wydawało się im oczywiste. Nie pozwalał tak zwanym autorytetom na czerpanie korzyści tylko z racji zajmowanego stanowiska. Konfrontował ich z prawdą...

- Zabili go - tu Długi zrobił oczywiście kpiąco-dramatyczną pauzę - ponieważ chciał ich zmieniać. Rozumiesz?

- Panie doktorze...

- Nie "pandoktoruj" mi. Zabili go, ponieważ chciał ich zmnieniać.

- Oficjalne oskarżenie było, że psuł młodzież.

- Wszyscy psują młodzież. A już najdurniej w świecie młodzież sama się psuje. Ale Sokrates łaził po rynku i męczył pytaniami ludzi. Chciał z nich wydobyć prawdę, której oni wcale nie chcieli.

- Mogli z nim nie rozmawiać.

- Ależ to musiał być świr. W dodatku był przecież mądry. To nie jest tak latwo spławić mądrego natręta. A on drążył! I zaczynał niewinnie. Mówił pogadajmy - co ty o tym sądzisz? A ludzie, przecież lubią mówić co oni o czymś myślą. No to mówili, a on im jasno wykazywał, że to co oni o czymś tam sądzą jest kompletnie bez sensu. Udawadniał ludziom, że są pogrążeni w chaosie.

- Bali się go?

- Pewnie. Tak jak Jezusa. Prawda dla ludzi, którzy nie są gotowi jej przyjąć jest absolutnym syfem. Czymś co przeszkadza, szpeci i boli. Dlatego są gotowi zabić, żeby się jej pozbyć. Sokrates, Chrystus, Giordano Bruno... Ginie się za głoszenie i wielkich, i małych prawd... Dlaczego na Freudzie wieszano i nadal się wiesza psy?

- Z zazdrości.

- Pewnie też. Z zawiści. Ale też dlatego, że on pisał o tej swojej prawdzie i był czytany. Psychiatrzy wymyślają najprzeróżniejsze rzeczy i nikt oprócz studentów, którzy muszą, nikt nie chcce o tym czytać.

- Bo to jest bez sensu.

- Właśnie. Cała ta tzw. nauka jest bez sensu. Jest nudna, wtórna i ograniczająca. Prawdziwe odkrycia rewolucjonizują prawdziwe życie, a nie akademickie ukladziki. Ale dobra - dlaczego ja ci mowie o Sokratesie?

- Żebym nie spieprzyła czegoś ze Światowidem?

- Ale czego?

- No... żeby go... nie konfrontować z jakąś prawdą? Ale ja nie mam o nim, żadnej prawdy. Ja sama potrzebuję pomocy. To co on...

- To co on wnosi - to jest święte!

- No rozumiem...

- I ty go nie możesz zmieniać. Nie możesz go zbawiać. -  Długi patrzył jej w oczy i jak to zwykle u niego nie była do końca pewna, czy jest śmiertelnie poważny, czy sobie trochę z niej żartuje - Bo wtedy cię ukrzyżuje.

Martyna potakująco kiwała głową. Długi ciągnął swoje pouczenia.

- A dlaczego w imię Buddy nie zabito ani jednego człowieka?

Wzruszyła ramionami.

- No? - ponaglił ją po chwili i dalej milczał, przymykając jedno oko. - No?

- Nie wiem. On też miał swoją prawdę... Ale... Nie wiem.

- Bo Budda siedział na dupie i czekał na uczniów! Idź i nie grzesz więcej!

- Ale ja jeszcze w sprawie Światowida...

- Audiencja skończona - powiedział jak zwykle zadowolony z siebie Dlugi i dopił herbatę.

sobota, 23 kwietnia 2005, kstepowy
Komentarze
2005/05/25 22:20:22
autor też jak widzę zakończył audiencję
-
2005/06/04 21:58:48
sometimesyes: lepiej (i dowcipniej) bym tego nie ujął; sorry, ale mam nadzieję, że się sprężę i cos jeszcze wyduszę, bo jajakos bardzo lubie tego "mentora" i chciałbym zrobić z niego książkę, ale chwilowo zaprzątają mnie inne sprawy w ilościach przytłaczających. jeszcze raz gratuluje komentarza :)